Umbo Kharta i chociaż z pewnością, to wszystko wydaje się wam dziwne i trudne do zaakceptowania - nie pochodzę ani z Ziemi, ani tym bardziej z Afryki - jak ktoś próbował mi to wmówić, wyśmiewając moją historię opowiedzianą nad kieliszkiem wysokoprocentowego etanolu (...)
Ów człowiek został moim przyjacielem, który pomimo swojego naukowego dystansu i skromności, gotów był przyjąć całą prawdę, którą i tym razem ja - opowiem Wam.
Pozwólcie, że zaspokoję waszą ciekawość.
Nie pochodzę ani z Afryki - nie jestem też islamskim paszą. Moja mentalność i czysta fizyczność przeczy pierwotnym skojarzeniom, które z prędkością szybszej od światła obalane są czystymi faktami. Ludzki umysł jest ograniczony oczywistością, która w tym przypadku pozwala mi na zachowanie neutralnych stosunków z własną istotą bycia.
Miejsce, z którego pochodzę nie da się zauważyć z ziemskiego nieba. W gruncie rzeczy, to żaden teleskop ani sonda nie wykryje prawdziwej ziemii - tej, z której pochodzę. Muszę was zadziwić - wszystkie planety, które są gotowe do przyjęcia życia w swoje ramiona nazywają się ziemiami. Różnią się tylko sposobem akcentowania pojedyńczych sylab i galaktykami w których leżą. W moim przypadku - różnią się też sferami czasoprzestrzeni. W końcu na każdą przestrzeń czasu, na każdą galaktykę - przypada jedna ziemia, choć nie zawsze jest zamieszkana.
Moja rodzima ziemia nosi miano Relatywiziemii, albo w naszym języku Galsicja. Leży w trzeciej płaszczyźnie czasoprzestrzennej kwantowej od Słońca. Muszę rzec, że absurdem jest brak słońca w ogóle. Nie pytajcie mnie, więc - skąd ta nazwa.
- Pieprzysz! - taka była reakcja mojego serdecznego przyjaciela, który na wieść o tym wytrzeszczył oczy w bezgranicznym niedowierzaniu.
A jednak. Nie potrzebujemy słońca, mamy natomiast 9 księżyców, które krążą nieustannie wokół Relatywiziemii. Widzimy świetnie nie w zupełnym zmroku - widzimy świetnie przy minimalnej dawce światła. Całe niebo nad Galsicją przez okrągły rok usiane jest gwiazdami, tak gęsto, że można przy nich czytać manuskrypty.
Relatywiziemia jest lustrzanym odbiciem ziemi Układu Słonecznego, tyle, że w innej przestrzeni. Tak przynajmniej uważają relatywiziemianie, a ja jestem tutaj właśnie po to, aby obalić tę tezę, lub ją poprzeć - niosąc cenne i pożądane dowody w postaci licznych obserwacji i wniosków - niekoniecznie naukowych.
Ów człowiek został moim przyjacielem, który pomimo swojego naukowego dystansu i skromności, gotów był przyjąć całą prawdę, którą i tym razem ja - opowiem Wam.
Pozwólcie, że zaspokoję waszą ciekawość.
Nie pochodzę ani z Afryki - nie jestem też islamskim paszą. Moja mentalność i czysta fizyczność przeczy pierwotnym skojarzeniom, które z prędkością szybszej od światła obalane są czystymi faktami. Ludzki umysł jest ograniczony oczywistością, która w tym przypadku pozwala mi na zachowanie neutralnych stosunków z własną istotą bycia.
Miejsce, z którego pochodzę nie da się zauważyć z ziemskiego nieba. W gruncie rzeczy, to żaden teleskop ani sonda nie wykryje prawdziwej ziemii - tej, z której pochodzę. Muszę was zadziwić - wszystkie planety, które są gotowe do przyjęcia życia w swoje ramiona nazywają się ziemiami. Różnią się tylko sposobem akcentowania pojedyńczych sylab i galaktykami w których leżą. W moim przypadku - różnią się też sferami czasoprzestrzeni. W końcu na każdą przestrzeń czasu, na każdą galaktykę - przypada jedna ziemia, choć nie zawsze jest zamieszkana.
Moja rodzima ziemia nosi miano Relatywiziemii, albo w naszym języku Galsicja. Leży w trzeciej płaszczyźnie czasoprzestrzennej kwantowej od Słońca. Muszę rzec, że absurdem jest brak słońca w ogóle. Nie pytajcie mnie, więc - skąd ta nazwa.
- Pieprzysz! - taka była reakcja mojego serdecznego przyjaciela, który na wieść o tym wytrzeszczył oczy w bezgranicznym niedowierzaniu.
A jednak. Nie potrzebujemy słońca, mamy natomiast 9 księżyców, które krążą nieustannie wokół Relatywiziemii. Widzimy świetnie nie w zupełnym zmroku - widzimy świetnie przy minimalnej dawce światła. Całe niebo nad Galsicją przez okrągły rok usiane jest gwiazdami, tak gęsto, że można przy nich czytać manuskrypty.
Relatywiziemia jest lustrzanym odbiciem ziemi Układu Słonecznego, tyle, że w innej przestrzeni. Tak przynajmniej uważają relatywiziemianie, a ja jestem tutaj właśnie po to, aby obalić tę tezę, lub ją poprzeć - niosąc cenne i pożądane dowody w postaci licznych obserwacji i wniosków - niekoniecznie naukowych.

1 komentarz:
Jak poradziłaś sobie z nadmiarem światła? No i co sądzisz o kolorach jakie można zobaczyć na Ziemii? Z tego, co piszesz na Relatywiziemii nie widać zbyt dużo kolorów przy takim oświetleniu
Prześlij komentarz