Na Ziemi znalazłam się w sposób raczej niecodzienny. Jeszcze chwilę wcześniej leżałam na stole, obsypana trawą, żeby potem stać w bezruchu w sprzedajnej bibliotece.
Otrząsnęłam się z otępienia, które jak uprzedzano - miało mi towarzyszyć jakiś czas po podróży. To niby ta sama Ziemia, co moja, ale jednak - trzeba się zasymilować. Trzeba wybadać, a przede wszystkim - nie wyróżniać się. Tylko jak? Rozejrzałam się wokół i zauważyłam, że wszyscy poza mną nosili długie, ciepłe, zapinane na coś togi i równie ciepłe, paradne szale. Co niektórzy mieli togi z kapturami - inni mieli coś na kształt beretów. W dodatku machali syntetycznymi teczkami, w których coś chowali (...)
Potem spojrzałam na siebie i poczułam zimno. Krótkie szorty khaki i jakiś kawałek materiału ze sznurkiem do założenia na stopy - według encyklopedii nazywało się "stringami", chociaż wbrew przekonaniom Starszej uważałam, że chodzi o "japonki".
Jedyne, co pamiętam to lśniąca papierowa warstwa papieru, którą trzymałam w dłoni. Była zadrukowana jakimś maczkiem i wciśniętym zdjęciem. Jedyne, co udało mi się rozszyfrować to nadruk "Powieść roku - zatrważająco dobra : The Times". Pomyślałam, że zatrważająco mi źle i zemdlałam.
Nie wiem, gdzie byłam kolejnych kilka dni. Zleciało mi na mdłościach i wyjątkową ociężałością fizyczną i umysłową.
Kiedy byłam w stanie, mniej-więcej kojarzenia - zauważyłam, że znajdowałam się na miękkim stole, stojącego na przeciw dużych okiennic. Nie obchodziło mnie to, jak trafiłam do czyjejś prywatnej koi. Obchodziło mnie tylko to, że mdłości minęły i równie mniej- więcej kontaktowałam.
Poczułam uderzająco mocny zapach etanolu i obecność jakiegoś Sithre. Kiedy wstałam, a raczej zwlekłam się i wyjrzałam ponad ścianę działową zobaczyłam dokładnie to, co wizualizowały mi zmysły. Nigdy się nie myliły.
Otrząsnęłam się z otępienia, które jak uprzedzano - miało mi towarzyszyć jakiś czas po podróży. To niby ta sama Ziemia, co moja, ale jednak - trzeba się zasymilować. Trzeba wybadać, a przede wszystkim - nie wyróżniać się. Tylko jak? Rozejrzałam się wokół i zauważyłam, że wszyscy poza mną nosili długie, ciepłe, zapinane na coś togi i równie ciepłe, paradne szale. Co niektórzy mieli togi z kapturami - inni mieli coś na kształt beretów. W dodatku machali syntetycznymi teczkami, w których coś chowali (...)
Potem spojrzałam na siebie i poczułam zimno. Krótkie szorty khaki i jakiś kawałek materiału ze sznurkiem do założenia na stopy - według encyklopedii nazywało się "stringami", chociaż wbrew przekonaniom Starszej uważałam, że chodzi o "japonki".
Jedyne, co pamiętam to lśniąca papierowa warstwa papieru, którą trzymałam w dłoni. Była zadrukowana jakimś maczkiem i wciśniętym zdjęciem. Jedyne, co udało mi się rozszyfrować to nadruk "Powieść roku - zatrważająco dobra : The Times". Pomyślałam, że zatrważająco mi źle i zemdlałam.
Nie wiem, gdzie byłam kolejnych kilka dni. Zleciało mi na mdłościach i wyjątkową ociężałością fizyczną i umysłową.
Kiedy byłam w stanie, mniej-więcej kojarzenia - zauważyłam, że znajdowałam się na miękkim stole, stojącego na przeciw dużych okiennic. Nie obchodziło mnie to, jak trafiłam do czyjejś prywatnej koi. Obchodziło mnie tylko to, że mdłości minęły i równie mniej- więcej kontaktowałam.
Poczułam uderzająco mocny zapach etanolu i obecność jakiegoś Sithre. Kiedy wstałam, a raczej zwlekłam się i wyjrzałam ponad ścianę działową zobaczyłam dokładnie to, co wizualizowały mi zmysły. Nigdy się nie myliły.
